Pisać każdy może



Zaczynamy! 
W tym miejscu będziemy prezentować pisarską twórczość naszych koleżanek i kolegów. 😊



Nasza twórczość literacka poetycka kwitnie! :)


Wiersz - rymowanka Igi K. z kl. 5B

**************
Dlaczego mama często ma rację
A tata dziś robi dla wszystkich kolację
Kot DJ wije się jak żmija
Chociaż dom to nie jest wielka knieja

****************

Jaka piękna jest ta aleja
Czy tam czasem może być zawieja ?
Chyba niemożliwe bo tam jest akacja
A za nią stoi olbrzymia stacja

**************************


STORY CUBS - BAŚNIE - uczniowie klasy 4A chętnie napisali swoje baśnie na podstawie wylosowanych kostek Story Cubs


Baśń Agatki Piotrowskiej z kl. 4A

Dawno, dawno temu w ciepłym domu na skraju lasu mieszkała stara kobieta, która lubiła opowiadać dzieciom bajki. Dzieci zawsze szły do starej aby posłuchać jej bajek. Wszystkie zgodziły się, żeby nazywać ją ,,babcią”. Pewnego dnia przyszła do babci dziewczynka o imieniu Czerwony Kapturek i poprosiła o bajkę. Staruszka opowiedziała jej o zaklętym wirze ze studni, kto tam wpadnie i ocali księżniczkę przed smokiem, dostanie lek, który leczy wszystkie choroby. Dziewczynka podziękowała i poszła do domu. Gdy już przeszła przez drzwi zobaczyła zapłakaną mamę. Mama jej powiedziała, że siostra Czerwonego Kapturka jest umierająca. Kapturek wpadł do pokoju malej i zobaczył bladą twarzyczkę siostry, dziewczynka postanowiła odnaleźć zaklęty wir. Kiedy babcia o tym usłyszała postanowiła, że pójdzie z Kapturkiem. Ruszyły przez las aż do starej studni .Nagle babcia wskoczyła do studni! Czerwony kapturek  bardzo się zdziwił, ale poszedł w ślad za babcią i też wskoczył do studni. Nagle wylądował na miękkiej trawie i zobaczył babcię. Zdziwił się na widok babci skaczącej po łące. Babcia zauważyła jej zdziwienie, bo wytłumaczyła mu że wszystko jest możliwe innym świecie. Ruszyły.  Nagle zobaczyły ogromną przepaść. Babcia zmartwiła się, ale od razu wpadła na pewien pomysł: pozbierała lisie i zrobiła z nich latawiec.  Wsiadła na niego , a za nią Kapturek i poleciały .Gdy już wylądowały, zobaczyły Szklaną Górę. Babcia się zmartwiła, ale dziewczynka wiedziała już jak się na nią  dostać. Zobaczyła lepką żywicę kapiącą z drzew. Posmarowała nią buty babci i swoje .Ruszyły po Szklanej Górze w ogóle nie spadając! Doszły na szczyt góry i stanęły przed pałacem ze złotymi  jabłkami na drzewach .Nagle jedno jabłko pękło i się potłukło. Kapturek chciał posmakować te jabłka, ale były za twarde! W tej  chwili przyszedł smok.

-Masz słabe zęby – powiedziała babcia –Ja zdziwił się smok. Raczej ty staruszko. Dobrze-powiedziała babcia przegryź to jabłko i podała mu złote jabłko. Smok ugryzł i nic – nie umiem –powiedział, ale ty tez nie umiesz-dodał. Ja umiem –powiedziała babcia. I wyjęła z fartuszka pęknięte jabłko i ugryzła. Jabłko pękło. Smok się tak przestraszył, że zaczął uciekać tyłem i spadł ze Szklanej Góry –Jest po smoku- zakończył Kapturek. Wtem z lochów wyszła księżniczka-bardzo wam dziękuję- powiedziała uprzejmie i podała flakonik. Babcia i dziewczynki szybko wróciły przez wir. Ledwo były już w domu Czerwony Kapturek podbiegł do siostrzyczki i dał jej lek. Mała ocalała i żyli długo i szczęśliwie. 


Baśń Franka Żegnałka z kl. 4A

 (potwór, korona, wilk)
 „ Od rycerza do króla”


Dawno, dawno temu za górami, za lasami żył sobie pewien rycerz, który służył potężnemu królowi. Był on jednym z najlepszych wojowników, a więc uczestniczył w najniebezpieczniejszych walkach.
Bitwa! Rycerz walczy za swoje królestwo. Wojna jest trudna. Walczy z odrażającym potworem. Nie wiadomo, czy smokiem czy lwem. Wyglądał z początku na lwa, ale miał skrzydła i potrafił latać, a w dodatku zionął ogniem. Ten potwór po kolei wybijał coraz to inne armie. Był niepokonany. Walka trwała dni i noce , ciągnęła się bez przerwy. W końcu rycerz pomyślał, że trzeba wezwać pomoc. Uciekł z pola walki, wsiadł na swojego konia i pojechał do królestwa wilków. Ich królem był potworny wilkołak. Gdy rycerz wreszcie dojechał wpuszczono go do królestwa. Klęknął przed tronem i opowiedział o nieszczęściu swego królestwa. Potem poprosił, aby wilkołak wysłał swoją armię, żeby pomogła w bitwie. Król wilków po namyśle postanowił pomóc, żeby potwór nie natarł i na niego. Król rozkazał, żeby od razu zacząć przygotowania. Gdy wszystko było już gotowe wyruszyli. Jechali przez góry, łąki, lasy. Dojechali. Najpierw zobaczył masakrę. Król uciekł, a jego koledzy leżeli martwi. Potwór  ich zauważył. Walczyli. Po pewnym czasie udało się. Po bitwie okazało się, że król był w bunkrze pod ziemią. 

Gdy wszystko było posprzątane król dał mu za żonę swoją córkę. Po królu na tronie zasiedli rycerz i księżniczką. Żyli potem długo i szczęśliwie. Morał z tego jest taki, że warto czasem zejść do dna, żeby się od niego odbić! 

Baśń Tymona Zakaszewskiego z kl. 4A


„Henryk odważny”

Dawno, dawno temu żył sobie król, który miał syna i dużo walczył. Mieszkali w siódmej krainie. Jego najlepszymi wojownikami byli: lodowy magik, żaba w kapturku, armia szkieletów, byk, księżniczka i studnia z eliksirem.
Pewnego razu król zachorował. Henryk, syn króla bardzo się martwił i spytał lodowego magika  czy go wyleczy. On zaś odpowiedział, że jest za mało uzdolniony, wyleczyć króla może tylko elektryczny magik. Więc Henryk postanowił sprowadzić elektrycznego czarodzieja. Dużo wędrował i wydał wszystkie diamenty i w końcu mu się udało. Henryk z czarodziejem jak najszybciej wrócili do królestwa, lecz było już za późno. Król zginął, Henryk nie mógł się powstrzymać od płaczu. Nazajutrz przejął koronę i postanowił wynagrodzić to ojcu i będzie walczył dopóki nie zostanie najlepszym królem na świecie. Walczył walkę za walką, z wszystkimi wygrywał, tylko nie z Aleksandrem. Henryk miał pięć tysięcy osiemset jedenaście pucharów z walk, kiedy żaba w kapturku powiedziała mu że drudzy na świecie za Aleksandrem. Henryk wyzwał go na pojedynek. Walka toczyła się długo, na ostatnie sekundy walki kula ognia zniszczyła Aleksandra. Gdy wrócili do zamku, niespodziewanie z grobu wyszedł ojciec Henryka i pogratulował mu sukcesu.
Henryk nie mógł uwierzyć, a jednak tak się stało. I żyli długo i szczęśliwie. Od teraz wszyscy wiedzą, że bliscy są zawsze blisko i można liczyć na ich pomoc. 

Baśń Uli Kwiatkowskiej z kl. 4A


   „ Baba Jaga”
Pewnego razu na wsi pewna pani, którą nazywali „Baba Jaga”,    ponieważ nie była najpiękniejsza w świecie i trochę tajemnicza, dowiedziała się o potworze który idzie w stronę wsi.
Babajaga nie miała nawet czasu, żeby się przygotować do ataku tego olbrzyma, bo wiadomość doszła do niej jako ostatnia. Zmartwiła się tym bardzo więc postanowiła zrobić miksturę piorunów. Potrzebowała do tego: pięciu iskier, dziewiętnaście patyków, oka żaby, osiem mieczy, jedną tarczę i łuskę ryby. Na szczęście zbierała te rzeczy przez wiele lat i miała je przy sobie. Był tylko problem z łuską bo na wsi krucho było z rybami. Babajaga dostrzegła jeziorko, zabrała swoją wędkę i czym prędzej pobiegła w jego stronę. Długo czekała na rybę, a potwór był już blisko, dla zabicia czasu wyobraziła sobie, że gdyby była piękna księżniczką, wojska by miała wielkie, zabiły by tego potwora i… przerwała to marzenie wędka i pomyślała „nareszcie udało mi się złowić rybę, wezmę od niej łuskę i na obiad ją zjem”. Wróciła prędko do chaty, wrzuciła łuskę i zaczęła mieszać miksturę. Wzięła trzy słoiki i zaczęła nabierać z gara. Gdy nagle usłyszała zza drzwi „Uwaga!, uwaga!” rozległ się krzyk „Już jest potwór, zabije nas! Uciekać!”. Przygotowała się na to Babajaga , wyszła z chaty i gdy zobaczyła potwora już miała rzucić, lecz usłyszała jego głos „Jestem taki brzydki, nikt minie nie kocha, nikt mnie nie lubi”.

Słysząc to Babajaga wzięła z chaty latającą miotłę, podleciała do wielkiego stwora i powiedziała „To nie prawda , możesz mieć mnóstwo przyjaciół, tylko nie niszcz naszej wioski” Potwór uśmiechnął się do Babajagi i mówiąc do stwora Babajga zmieniła się w piękna księżniczkę a potwór w przystojnego księcia. Książę podziękował księżniczce, że w niego uwierzyła i spełnił jej marzenie.

Baśń Franciszka Charzyńskiego z kl. 4A

„Magiczna przygoda”

Dawno, dawno temu, za górami, za lasami żył Czerwony Kapturek, który miał przyjaciela – magicznego motyla. Dziewczynka bardzo lubiła czytać. Jej ulubiona książka nosiła tytuł „Aniołek wesołek”.

Pewnego dnia zła żaba ukradła książkę. Czerwony Kapturek był zrozpaczony, więc przez magiczny kamień skontaktował się ze swoim przyjacielem. Magiczny motyl miał zaczarowany ołówek, dzięki któremu zobaczyli żabę siedzącą w wielkim zamku. Zwierzę miało tam wszystkie książki świata. Przyjaciele chcieli dostać się do zamku. Pomógł im w tym magiczny ołówek. Kiedy dziewczynka i magiczny motyl dostali się do komnaty złej żaby,chciała ona za pomocą czarnej magii zamienić w kamień Czerwonego Kapturka, ale jego przyjaciel ołówkiem narysował lustro, które odbiło zaklęcie i żaba zamieniła się w kamień. W tej samej chwili wszystkie książki wyleciały z półek i trafiły do starych właścicieli.

Morał z tej baśni jest taki, że kradzież nie popłaca. Zła żaba została ukarana za kradzież książek.


„MAGICZNY KOT”



źródło: https://www.youtube.com/watch?v=BtTzczhJAzU

Dawno, dawno temu żyła sobie mała dziewczynka o imieniu Kapturek. Miała śliczne blond włosy, duże brązowe oczy i śliczne czerwone usta. Pewnego razu wyszła do ogrodu, aby się pobawić. Nagle przyszła jej mama i powiedziała dziewczynce, że idzie do lasu pozbierać grzyby i maliny na obiad. Mocno uścisnęła dziewczynkę i poszła. Kapturek zaczęła bawić się lalkami i nagle podszedł do niej … niebieski kot. Kapturek przestraszyła się. Zobaczyła, że zbliża się burza, więc weszła do domu wzięła kota ze sobą. Kot zaczął mówić i powiedział: „pomocy, pomocy”. Dziewczynka wyszła na dwór i zobaczyła, że zbliża się wir. Pobiegła do lasu szukać mamy. Spotkała po drodze wściekłe konie, które biegły wprost za nią. Kapturek wzięła kota na ręce i zaczęła biec na drugą stronę lasu. Gdy przeszła zobaczyła kompletnie inny świat, w którym były jednorożce, ptaki, tęcza i wiele innych rzeczy. W oddali zobaczyła ogromny zamek. Kot na widok zamku zaczął uciekać i znów krzyczeć: „pomocy, pomocy”. Kapturek biegła za nim, aż wreszcie dotarli do zamku. Stała tam mama kapturka, lecz jej nie poznała. Dziewczynka zauważyła, że mama ma dziwną dziurkę w ręku i pomyślała, że to może przez te konie, które ją goniły i chciały jej coś zrobić. Dziewczynka weszła do środka i prosiła o pomoc, lecz tylko jeden strażnik był normalnym człowiekiem. Wszyscy zaczęli coś mówić do dziewczynki, lecz strażnik zaczął ją bronić i kazał jej uciekać, zanim coś jej zrobią. Popiskał ludzi sprejem na dzikie konie i zmienili się w normalnych ludzi. Mama rozpoznała dziewczynkę i mocno ją przytuliła. Kot zmienił się w pięknego księcia, a po dwóch latach, gdy Kapturek miała 17 lat, wzięła ślub z księciem w jej wieku i żyli długo i szczęśliwie.



Tę fraszkę zarecytował mój kolega z klasy 7b Jakub Kamiński. Otrzymał ocenę celująca z języka polskiego, dlatego Wielkie Brawa dla Kuby.

Ciężko, kto nie miłuje, ciężko, kto miłuje,
Najciężej, kto miłując łaski nie zyskuje.
Zacność w miłości za nic, fraszka obyczaje,
Na tego tam naraczej patrzają, kto daje.
Bodaj zdechł, kto się naprzód złota rozmiłował,
Ten wszytek świat swoim złym przykładem popsował.
Stąd walki, stąd morderstwa; a co jeszcze więcej,
Nas, chude, co miłujem to gubi napręcej.



Tym razem opowiadanie Sebastiana Kurpiewskiego z klasy 3c gimnazjalnej. Czekajcie na następne!
Miłej lektury 😀

Wysłannik z przyszłości
            Dzień jak każdy inny, właśnie szedłem ze szkoły. Był piątek, więc cieszyłem się, że już  weekend i będę miał trochę wolnego. Na skrzyżowaniu Mickiewicza i Sienkiewicza wpadłem na dziwnego mężczyznę. Wyglądał, jakby był w moim wieku, ale nic bardziej mylnego, piętnastolatkowie nie mają bujnej brody. Chłopak, jeśli w sumie mogę go tak nazwać, zapytał mnie, czy nie mam pięciu złotych, odpowiedziałem, zgodnie z prawdą, że nie. Ten patrzył na mnie chwilę, zmierzył mnie wzrokiem od stóp do głów. Położył mi rękę na czole i wyszeptał „Pokażę ci coś”. Zanim zdążyłem zaprotestować, przenieśliśmy się do jakby… szklanej, lewitującej kopuły. Przestraszyłem się, bo zdałem sobie sprawę, że jesteśmy wysoko w kosmosie, nawet gdyby mi się udało wydostać, to udusiłbym się.
            Popatrzyłem na mężczyznę, który uśmiechał się do mnie. Nie potrafiłem wydusić z ust ani słowa. Odwróciłem się na moment, żeby jeszcze raz spojrzeć na Ziemię, a gdy się z powrotem zwróciłem w stronę nieznajomego, jego już nie było, a na szybie wisiała kartka. Było na niej napisane: „Jeśli chcesz wiedzieć więcej po prostu o mnie pomyśl. ~ R”. Nie chciałem nic wiedzieć, chciałem tylko wrócić do domu. Pomyślałem sobie, że ten „R” powinien tutaj cały czas być a nie ot tak sobie znikać. W tym momencie poczułem na swoich plecach czyjś wzrok, odwróciłem się na pięcie i zobaczyłem tego samego mężczyznę. Patrzyłem na niego, a on na mnie. W końcu odezwałem się.
- Kim ty jesteś?
- Naprawdę ludzie byli kiedyś tak zacofani, że nie potrafili czytać? No cóż… - odezwał się chłopak, chciał kontynuować, ale mu przerwałem.
- Ja potrafię czytać! Tylko chodziło mi o to, czemu podpisałeś się tylko jedną literą? – spojrzałem pytająco.
- Mam tak na imię. – odpowiedział nieznajomy bez wyraźnego poruszenia – A ty jak się nazywasz, że dla ciebie to takie dziwne?
- No… Sebastian – zmierzyłem go wzrokiem po raz kolejny. – Mam przyjaciół, którzy też mają imiona dłuższe niż jedna litera.
- Jacy wy wymyślni… - mruknął – No cóż. Teraz do rzeczy, zapewne się zastanawiasz, czemu teraz jesteś – machnął ręką – tutaj.
- Szczerze mówiąc, to…
- Nie odpowiadaj, pytanie retoryczne. Wpadłeś na mnie w sumie przypadkowo, ale ja na ciebie czekałem. To znaczy, czekałem na kogokolwiek, ale jakoś nikt nie miał tak zabałaganionego śmieciami umysłu jak ty, więc… - popatrzył na mnie z uśmiechem – Pochodzę z przyszłości i chciałem jakiejś młodej duszy dać ten… hmmm… zaszczyt, aby zobaczyła, co się stanie, gdy jej pokolenia już nie będzie. – Mężczyzna znowu dotknął mojego czoła.
            Zakręciło mi się w głowie, zamknąłem oczy, po chwili odzyskałem równowagę i powiedziałem, w sumie do nikogo.
- Nie mam zabałaganionego umysłu!

Otworzyłem oczy i rozejrzałem się naokoło. Wszędzie, gdzie nie spojrzałem, było biało. Chwilę nie mogłem sobie poukładać w głowie, co się właśnie stało. Popatrzyłem w każdą stronę i zobaczyłem kilku ludzi na… ulicy. Ale nie chodzili, nawet nie jeździli samochodami. Wyglądali, jakby po prostu lewitowali. Próbowałem dogonić jednego z „przechodniów”, ale wszyscy poruszali się za szybko jak na moje możliwości. Po kilku nieudanych próbach poddałem się. Popatrzyłem w niebo. Mocno się zdziwiłem, niebo wyglądało jakoś inaczej, jakby namalowane na wielkiej płachcie papieru rozwieszonej nad ziemią. Postanowiłem przejść się trochę po okolicy. Wokół mnie było bardzo dużo budynków, ale do żadnego nie zauważyłem wejścia, jakby tylko nieliczni mogli tam wchodzić. Okna były w kształcie kół, a dachy, wszystkie, co do jednego, płaskie. Zobaczyłem również elementy wystające z ziemi, z budynków, przypominały… kule z milionami małych ekraników na ich powierzchni. Zdecydowanie nie były one elementami dekoracyjnymi. Wyglądały raczej na silnie rozwiniętą technologię. Podszedłem bliżej i zauważyłem, że na każdym ekraniku znajduje się portret osoby. To zdecydowanie była jakaś maszyna. Odszedłem od niej na kilka kroków żeby policzyć ich ilość w okolicy. Nagle, tuż obok mnie przeleciał kolejny mężczyzna, tym razem był blisko, więc postanowiłem go chwycić za rękę.
- Przepraszam, co tutaj się dzieje? Gdzie jestem? – zapytałem. Mężczyzna nie odpowiedział, cały czas patrzył przed siebie, bez wzruszenia. – Hello? What’s going on here? Where am I? – myślałem, że po prostu nie rozumie po polsku, ale nadal nic, cały czas był wpatrzony w przestrzeń. Puściłem jego dłoń, poleciał dalej.
            Wtedy pomyślałem sobie „Widać, że mają tutaj sporo technologii, ale też dużo pustych miejsc, jakby nie miały przeznaczenia.” Spojrzałem na dwójkę ludzi przelatujących obok siebie, nic, żadnej interakcji między sobą. „Ludzie nie tylko nie reagują na mnie, ale też na siebie nawzajem. Trochę przykre. „Twórcy ‘Matrixa’ mieli rację. Jedna wielka dystopia. Nie chciałbym tutaj żyć, nigdy. Może i mają technologię, ale ci ludzie są zamknięci w swoich własnych światach, nie obchodzą ich inni.” Tysiące pytań kłębiło mi się w głowie. Jak ludzkość doszła do takiego stanu? Dlaczego nie ma żadnych roślin, ptaków, nawet owadów? Kto na to pozwolił? Naprawdę ludzie tak bardzo znienawidzili interakcję między sobą? Spojrzałem na ziemię, białą, nieskazitelną i zamknąłem oczy.

            Gdy je otworzyłem zobaczyłem, że jestem z powrotem na skrzyżowaniu Mickiewicza i Sienkiewicza. Nie wiedziałem, co myśleć… To było tylko moje wyobrażenie, czy prawda? Kontynuowałem mój powrót do domu, spojrzałem na zegarek, była dokładnie ta sama godzina. Pomyślałem, że musiałem sobie to wyobrazić, ale to było zbyt realne… W swojej głowie usłyszałem głos: „No, więc teraz masz materiał do pisania, lepiej prędko się zabierz za to, masz czas tylko do niedzieli!” Nie wiem, czy mi się przesłyszało, czy to naprawdę R…

Komentarze

  1. Bardzo interesujące opowiadanie! Czekam na następną część :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty